|
Biznes bez iluzji: Zawód – wielki menedżer, Menedżer – wielki zawód
Pod tym intrygującym dubeltowym
tytułem chcę dzisiaj odszukać głównych winowajców
globalnego kryzysu. Choć doniesienia z rynków międzynarodowych są
ostatnio zaskakująco optymistyczne, a wielu analityków jest
skłonnych odtrąbić koniec kryzysu, to jednak nadal stanowczo za
wcześnie na wznoszenie toastów. Są jednak tacy, którzy wznoszą
je już dziś najdroższymi trunkami świata. Kim oni są?
Oto najwięksi menedżerowie,
największych instytucji finansowych USA właśnie upajają się
smakiem Dom Perignon. To panowie (wśród nich płeć piękna jest
rzadkością) zasiadający na najwyższych piętrach drapaczy chmur
na Wall Street. To ci sami, którzy dwa lata temu swoimi ryzykownymi
decyzjami doprowadzili swoje banki na skraj przepaści. To również
ci sami, którzy skorzystali z łaskawości amerykańskiego kongresu
przyjmując pomoc w postaci „żywej gotówki” z kasy
amerykańskiego podatnika.
Najbardziej zagrożony upadkiem -
Goldman Sachs ogłosił właśnie rekordowe w swej 140-letniej
historii zyski i zapowiedział gigantyczne premie, na które w sumie
przeznaczył ponad 11 mld dol. Kolejni dwaj bankruci Morgan Stanley i
JPMorgan Chase planują wypłatę swoim pracownikom prawie 20 mld
dolarów premii. Dołączają do nich Citigroup, Bank of America i
AIG – niedawni przegrani, z kwotą ponad 15 miliardów dolarów w
postaci premii. Nietrudno więc policzyć, że ok. 20-30 proc.
funduszy przeznaczonych przez rząd amerykański na ratowanie przed
bankructwem trafić ma do prywatnych kieszeni sprawców całego
zmieszania.
Temat świątecznych premii dla
pracowników sektora bankowego wzbudził wielkie oburzenie w
USA, gdy pod koniec roku okazało się, że w kryzysowym 2009
wartość bonusów dla największych banków będzie najwyższa w
nowożytnej historii. Nic dziwnego, że
przez media przelała się fala krytyki - w końcu ci wielcy
menedżerowie, którzy sprawili światu wielki zawód,
pobierają premie o wartości przekraczającej wyobraźnię
przeciętnego mieszkańca globu. Czynią to bez zażenowania, a nawet
z charakterystyczną dla nich arogancją. Bo jak ocenić niedawną
wypowiedź Lloyda Blankfeina, szefa Goldman Sachs: "…Robimy
robotę Boga i za tę robotę Goldman sowicie sobie płaci.”
Wtóruje mu wiceszef, tłumacząc: „…Banki nie muszą się
wstydzić tego, ile płacą swoim pracownikom. A opinia publiczna
powinna przyzwyczaić się, że zarabiają wielkie pieniądze. To
cena ogólnej prosperity”.
No cóż, jaka trafna gra słów:
Zawód – wielki menedżer; Menedżer – wielki
zawód.
Aneta Zelek Dr hab. Aneta Zelek, profesor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w
Szczecinie, prorektor ds. rozwoju, dyrektor generalny Centrum Rozwoju
Biznesu ZPSB
|